W poszukiwaniu henny w Tajlandii

Czy w Tajlandii malują się henną ?

Takie pytanie zadałam sobie przed podróżą. Podejrzewałam, że jak na całym świecie henna jest tam popularna w miejscach turystycznych. I z pewnością wszyscy używają czarnej henny i o naturalnej mogę zapomnieć.

henna w tajlandii

Jak jadę gdzieś w dłuższą podróż, to szukam kontaktu z osobami malującymi henną w danym kraju. To dosyć wąskie grono. Hennujące osoby chętnie spotykają się na wspólne malowanie. Są to miłe spotkania. Fajnie jest poznać kogoś, kto podziela Twoją pasję. Przeszukując Instagram ku mojemu zdziwieniu nie znalazłam ani jednej artystki zajmującej się profesjonalnie mehendi w Tajlandii. I mówię tutaj oczywiście o używaniu henny naturalnej. Natknęłam się za to na sporo profili dotyczących czarnej lub czerwonej, czyli sztucznej henny. Na pierwszy rzut oka sytuacja wyglądała, tak jak się tego spodziewałam. Byłam jednak dobrej myśli. Wierzyłam, że uda mi się spotkać kogoś kto, tak jak ja interesuje się tradycyjnym mehendi.

Ruszając w podróż, do plecaka zawsze wkładam mój hennowy niezbędnik. Czyli zapas henny w proszku, olejek, folie do skręcania rożków, sylikonową szpatułkę, wagę, taśmę oraz rożek do przekładania henny do rożków. Powiem Wam w sekrecie, że od kilku lat nie ruszam się nigdzie bez takiego zestawu.

Naszą 4-miesięczną podróż rozpoczęliśmy w Bangkoku. Wielkim mieście, które jednych przytłoczy, a innych zafascynuje.

My dużo podróżowaliśmy do Indii i wydaje mi się, że na świecie nie ma większego chaosu niż tam, także nam Bangkok wydał się bardzo przyjazny, czysty i spokojny. Z jednym wyjątkiem - ulicy Khao San Road. To miejsce, gdzie prawdopodobnie trafisz jeśli przylecisz do Bangkoku. Ja nazwę to miejsce, ulicą zła.

Znajduje się na niej wszystko co może zainteresować turystów z różnych stron świata. Wśród tych wątpliwych atrakcji znalazły się też.... tatuaże z henny. Ech... Serce mnie boli jak widzę to badziewie w różnych zakątkach świata. Wygląda to dokładnie tak samo w naszych polskich nadmorskich kurortach, jak i na Khao San w Bangkoku. Kicz, kicz i jeszcze raz kicz. Niestety ludziom się to podoba i chętnie korzystają z takiej atrakcji. Zrobienie sobie „tatuażu henną” to „szaleństwo”, na które pozwalają sobie jadąc na wymarzone wakacje.

Na tej jednej ulicy znajduje się kilka stoisk, które wyglądają dokładnie tak samo. Możesz wybrać sobie wzór z tony albumów z gotowymi szablonami. Wybierasz wzorek, szablon ląduje na Twoim ciele. Wzór jest odciskany i w dwie minuty zamalowany czarnym świństwem. Do wykonania tej wątpliwej sztuki zatrudniane są najczęściej młode osoby. Podejrzewam, że pracują za śmiesznie niskie stawki.

Początkowo chciałam podejść do jednego z takich stanowisk i porozmawiać, ale zastanowiłam się - o czym ja mam z nimi rozmawiać ? Tłumaczyć im, czym jest mehendi ? Uświadamiać ich, że te czarne i czerwone barwniki których używają nie maja nic wspólnego z henną? Że nie powinni tego nawet tak nazywać ? Że te barwniki są sztuczne i niebezpieczne dla skóry ? Mam ich pouczać by używali naturalnej henny ? Zdałam sobie sprawę że to bez sensu. Że to nie miejsce na takie rozmowy. Tutaj nikt nie robi tego z pasji.Tutaj maluje się to dziadostwo na ilość i dla pieniędzy. Tutaj nawet nie rozmawia się z klientem. Sadza się go na małym stołeczku i na kolanie odbija się wzór. Szybko. Aby zrobić ich jak najwięcej. Aby zarobić jak najwięcej. Nikt nie przejmuje się uczuleniami. Przecież ten klient nie wróci na Khao San złożyć reklamację. Taka była i jest smutna prawda. Odpuściłam. Nie podeszłam do żadnego stanowiska. Ruszyłam dalej, mając nadzieję, że spotkam jeszcze w Tajlandii kogoś kto ceni tę sztukę tak, jak ja. Kogoś kto ceni mehendi w tradycyjnej postaci.

W Tajlandii spędziliśmy 5 tygodni. To piękny kraj, w którym mieszkają wspaniali ludzie.

Tajlandia jest krajem buddyjskim. Podróżując po nim nie da się tego nie zauważyć. Z ciekawostek powiem Wam, że w Tajlandii każdy mężczyzna przechodzi obowiązkowe nauki buddyjskie. Kiedyś trwały one około trzech miesięcy, czyli tyle co pora deszczowa. Teraz skróciło się to do miesiąca, dwóch tygodni. Młodzi ludzie coraz częściej próbują jakoś ominąć tę „służbę”. Jednak wciąż nauki buddyzmu są wszechobecne w życiu codziennym.

Wróćmy jednak do tematu. W ciągu 5 tygodni odwiedziliśmy sporo miejsc. Pomimo oczu szeroko otwartych na jakiekolwiek ślady henny natknęłam się tylko dwa razy. Pierwszy, to nieszczęsne komercyjne stanowisko z kiczowatymi tatuażami z henny w Bangkoku. A drugi raz przytrafił się w małym miasteczku Pai na północy Tajlandii.

Pai jest malowniczo położone i słynie z ulicy wypełnionej najwspanialszym street foodem.

Te dwie kwestie przyciągają tabuny turystów. A co musi być tak, gdzie są turyści? Henna oczywiście. I tutaj było już troszkę lepiej. Czemu tylko troszkę ? Bo i tutaj natknęłam się na czarną hennę. Ale pojawiła się też i naturalna. Zacznijmy jednak od początku .

Przechadzając się smakowitą uliczką, między jednym straganem z pad thai, a drugim z wege sajgonkami, moim oczom ukazał się niezwykły widok - Henna Studio.

Taki malutki butik z henną, Ładnie udekorowany. Dojrzałam nawet wzory w stylu mehendi, a nie tylko skorpiony, pacyfki i delfiny jak na Khao San. W środku siedziała Tajka. Cała w tatuażach. O rety! W końcu ktoś ciekawy.

Weszliśmy do środka żeby się poznać. Tom, tak ma na imię wydziarana właścicielka, bardzo ucieszyła się jak powiedziałam jej, że też zajmuję się mehendi. Pokazałam jej swoje prace. Oczywiście zrobiłyśmy hennową wymiankę, czyli wzajemne malowanie. I tu mały zonk. Tom chciała pomalować mnie czarną henną. Odmówiłam stanowczo i wyraziłam swoje zdanie na ten temat. Opowiedziałam o hennie naturalnej, o jej zaletach. Tom wydała się zaciekawiona tematem. Nie miała jeszcze okazji mieszać samodzielnie henny i takiej używać. Używa co prawda naturalnej henny w formie gotowych rożków sprowadzanych z Indii, ale wciąż to nie to samo co świeżutka henna. Wytłumaczyłam jej, że samodzielnie mieszana henna ma najlepsze właściwości, najlepiej barwi i jest najzdrowsza dla skóry. I też najekonomiczniejsza. Umówiłyśmy się na malowanie na następny dzień. Powiedziałam, że zrobię świeże rożki żeby miała okazję spróbować malowania taką henną.

Przyszłam następnego dnia na naszą wymiankę. Tom bardzo dobrze malowało się moją henną. Muszę przyznać, że dziewczyna naprawdę ma rękę. Maluje fajne wzory, zarówno te w stylu mehendi, jak i te w stylu tatuażowo-turystycznym. Szkoda tylko, że używa sztucznych barwników. Tom powiedziała, że mało kto jest zainteresowany brązową henną. Wszyscy pytają ją o czarny barwnik. No niestety. Tak samo jest na całym świecie. Chociaż ja uważam, że gdyby Tom nie miała czarnego barwnika, a samą hennę naturalną, to turyści i tak korzystaliby z jej usług. Przecież ja nie używam czarnej henny, a jakoś rąk do malowania mi nie brakuje. No nic, wyraziłam swoje zdanie, opowiedziałam Tom o naturalnej hennie, powiedziałam jej jak ją wymieszać i nawet zostawiłam jej opakowanie henny na pożegnanie. Miałam nadzieję, że może zacznie częściej korzystać z naturalnej henny.

Czy tak się stało ? Przed napisaniem tego posta zajrzałam na jej instagramowy profil. No raczej nie zadziała się u niej wielka zmiana. Widzę, że raz w czas pojawia się naturalna henna, ale zdecydowana większość wzorów malowana jest sztucznymi barwnikami.

No niestety. Świata nie zmienimy, ale małymi kroczkami możemy wprowadzać w nim zmiany. I ja to właśnie robię. Chodzę sobie po tym świecie i opowiadam o naturalnej hennie. O jej cudownych właściwościach, o jej wspaniałym działaniu, o tym pięknym hennowym rytuale. Jeśli chociaż kilka osób zmieniło czarny barwnik na naturalny, to już odniosłam sukces. A wiem już o co najmniej kilku takich przypadkach. Także na plus !

Cieszę się, że mogę rozszerzać wiedzę na temat tej sztuki wśród Was. Cieszy mnie, że ktoś czyta to, co piszę. A najbardziej cieszy mnie jeśli malujecie henną i sprawia Wam to frajdę. Tylko pamiętajcie proszę - tylko henna naturalna. A gdzie możecie ją znaleźć? Z miłości do henny naturalnej, po kilku latach rozszerzania swojej działalności w końcu mogę zaoferować Wam pełen zestaw produktów do mehendi zgromadzonych w moim sklepie online. Aby móc dostarczać Wam najlepszą hennę, osobiście odwiedzałam plantacje henny w Indiach. O tym przeczytacie w innych postach. Tymczasem, ciekawskich hennowej sztuki, zapraszam do sklepu.

Nasza podróż po Tajlandii była cudowna. Najciekawszym doświadczeniem był wolontariat, który spędziliśmy u pewnej wspaniałej tajskiej rodziny. I tam henna odegrała fajną rolę. O tej przygodzie opowiem Wam w kolejnym poście, a jeśli chcecie poczytać więcej o naszej podróży i pooglądać więcej zdjęć, zapraszam na nasz blog podróżniczy www.masalka.pl

Udostępnij post

Autor

mehendi masala kontakt

Mehendi oznacza sztukę ozdabiania ciała naturalną henną, Masala oznacza mieszankę. Mehendi Masala, to ja Agata, co maluje indyjską henną na polskiej skórze. Moja przyjaźń z henną trwa już 8 lat,a od ponad pięciu lat maluję henną profesjonalnie. Tak, tak, należę do tych szczęśliwców, którzy robią to co lubią. Moja pasja stała się pracą. Praca jest moją pasją. Lubię ją i rozwijam się cały czas. Więcej o mnie

 
 

Warsztaty malowania henną i jaguą

Poznaj sztukę mehendi od podstaw pod okiem specjalisty

Sprawdź ofertę

Sklep z naturalną henną i jaguą

W sklepie znajdziesz najwyższej jakości hennę indyjską. Produkty z henny naturalnej oraz barwnika jagua. Gotowe rożki lub zestawy do samodzielnego wykonania rożków.

Sprawdź ofertę

Komentarze 2

  1. Post
    Author

    Jak najbardziej. To jest ta sama roślina. Henna do mehendi jest lepszej jakości. Mocniej przesiana i ma wyższą zawartość lawsonu (barwnika). Czyli będzie lepiej barwić włosy niż taka zwykła henna do włosów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.