opowieść o berberach w maroko

Opowieść o tym jak na chwilę zostaliśmy Berberami. Nasze pierwsze wrażenia z Maroka

Wybraliśmy się do kraju gdzie henna rośnie i gdzie każda kobieta ją zna. Tym razem nie są to Indie, a Maroko.

Marokański styl malowania henną podobał mi się od zawsze, ale nie miałam wcześniej okazji do zgłębienia tematu. Prawda jest taka, że jedno z moich pierwszych spotkań z henną miało miejsce właśnie w Maroku, a dokładniej na placu Jemaa el Fna w Marakeszu 9 lat temu, czyli w roku 2008 podczas mojej pierwszej wyprawy do tego kraju.

Do powrotu w te rejony zainspirowała mnie w zeszłym roku Fatima, marokańska artystka henny , którą poznałam na międzynarodowej konferencji East West Mehndi Meet na Węgrzech.

mehendi masala i hand of fatima

Fatima zafascynowała mnie tematem opowiadając o symbolice wzorów jakich używają w lokalnej sztuce Berberzy, rdzenni mieszkańcy północnej Afryki. Symbole znajdziemy na dywanach, materiałach, ceramice wykonanej przez berberskie kobiety. W zdobieniach wykonanych henną też można znaleźć tradycyjne wzory oznaczające np. wolność, płodność oraz określenia związanego z konkretnym plemieniem. Ciekawe, prawda ? Dla mnie fascynujące! Zobaczmy czego uda nam się dowiedzieć podróżując po Maroku.

Pierwsze spotkanie z henną na deptaku w Agadirze

Wylądowaliśmy w Agadirze, czyli w marokańskim kurorcie turystycznym pełnym hoteli i leżaków rozstawionych na szerokiej plaży. Przylecieliśmy do Maroka pod koniec września czyli już pod koniec sezonu. To dobrze, wokół nie będzie tłumów turystów i ceny będą niższe. W Agadirze spędziliśmy tylko jedną noc, przeszliśmy się na śniadanie oraz na plażę.

plaża w agadir

Obok senegalskich dwumetrowych uśmiechniętych od ucha do ucha sprzedawców zegarków, na deptaku oczywiście od razu spotkaliśmy kobietę oferującą tatuaże henną. Przejrzałam katalog wzorów jakie oferuje. Niestety, tak jak podejrzewałam, znajdowały się w nim same wzory, które z tradycją Maroka mają tyle wspólnego co nic. Wiele z tych wzorów zdarzyło mi się wykonywać na komercyjnych wydarzeniach. Można znaleźć je w internecie. Pogaworzyliśmy sobie chwilkę z Panią, pokazując jej na zdjęciach, że mam tę samą profesję co ona. Bardzo ją to ucieszyło. Pierwsze hennowe spotkanie w Maroku zapamiętamy jako bardzo miłe. Za zrobienie henny jednak stanowczo podziękowałam.

mehendi masala w maroko

Żyć jak Berber

Zostawiliśmy turystyczny ale przyjazny Agadir i ruszyliśmy dalej. Jeszcze z Polski zorganizowaliśmy sobie pobyt w Centrum Kultury Berberskiej przez dobrze nam znane workaway. Workaway to portal, którzy umożliwia udział w wolontariatach na całym świecie. Działa w prosty sposób – w zamian na kilka godzin pracy u gospodarza, dostajesz za darmo zakwaterowanie i wyżywienie.

Nasze berberskie workaway nie do końca tak działało. Nasz pobyt był płatny i nie było dla nas pracy. Mimo to cena była korzystna, a miejsce prezentowało się bardzo ciekawie, a my chcieliśmy naszą podróż po Maroku zacząć lokalnie. No i udało się. Autobusem przyjechaliśmy z Agadiru do miasteczka Imi-n Tanoute. Tam odebrał nas nasz gospodarz Mohamed. Jego i nasz nowy dom znajduje się w malutkiej wiosce Bou-Laouane u podnóża Wysokiego Atlasu. Jednym słowem, na przysłowiowym końcu świata.

Bou-Laouane wysoki atlas

centrum kultury berberskiej

Mohamed wraz ze swoją rodziną prowadzi tzw. Centrum Kultury Berberskiej. Po naszemu agroturystykę, czyli wynajmuje pokoje w swoim domu i daje turystom możliwość przebywania ze swoją rodziną. Spędziliśmy u Mohameda dwa leniwe dni. Jedliśmy wspólnie z jego rodziną oraz ich pomocnikami. Zobaczyliśmy jak spędzają czas, jak jedzą, jak żyją. Zjedliśmy z nimi nasz pierwszy tajine, czyli danie przyrządzane w tradycyjnym naczyniu o tej samej nazwie. Nauczyliśmy się też jak przyrządzać taki tajine i jak wypiekać marokański chleb, który okaże się później naszym głównym pożywieniem w Maroku.

Spacer na lokalny bazarek

Podczas pobytu w Bou-lauame odwiedziliśmy lokalny bazarek pełen warzyw, owoców oraz świeżego mięsa. Na nasze nieszczęście Maroko jest zdecydowanie mięsożerne. Przyzwyczajeni do urozmaiconej wegetariańskiej kuchni w Indiach jesteśmy delikatnie mówiąc niepocieszeni. Wygląda na to, że w Maroku przyjdzie nam jeść suchy chleb i omlety na zmianę w warzywnym tajinem. Wróćmy jednak na nasz lokalny bazarek. Na markecie widać było prawie samych mężczyzn. Kobiet spotkaliśmy może pięć. Kobiety w Maroku w większości nie pracują. Zajmują się domem (i mam nadzieję malowaniem henną 😉 )

herbatka z miętą

Brahim, który wybrał się z nami na bazarek posadził nas w „lokalnej bazarkowej kawiarence samoobsługowej”. Za drobną opłatą można samemu zaparzyć herbatę oraz upitrasić własny tajine. Brahim przygotował dla nas pyszne śniadanie.

brahim gotuje dla nas na lokalnym bazarku

Omlet z pomidorami oraz iście po mistrzowsku zaparzył marokańską miętową herbatę z ogromną ilością cukru. Sposób parzenia marokańskiej herbaty zostawię na inny wpis.

spacer po okolicy

Zadziwieni marokańskim spokojem

Podczas pierwszego spaceru szybko przekonaliśmy się, że robienie zdjęć ludziom w Maroku nie jest tak proste jak w Indiach. Tutaj nikt nie krzyczy za nami „one photo, one photo”. W ogóle tutaj właściwie nikt się nami nie interesuje. Nawet nasze dredy nie robią na nikim wrażenia. Może to i dobrze. Jako „weterani podróżowania po chaotycznych Indiach” spokój Maroka w pierwszym momencie paradoksalnie nas przytłoczył. Nikt nie chce robić sobie z nami zdjęć, sprzedawcy nie są zbyt nachalni, nikt nie trąbi ? Czujemy , że indyjskie przyzwyczajenia mamy już głęboko wpojone i podświadomie ich szukamy. A tu nic. Na marokańskiej wsi spotyka nas spokój i cisza.

cisza i spokój

W skrócie mówiąc, szybko zaczyna nam się nudzić. Ale dowiadujemy się, że w naszej wiosce jest dziewczyna która maluje henną. Od razu umawiamy się na spotkanie przez jej męża – właściciela lokalnego sklepiku.

mieszanie henny w maroko

Malowanie henną, po marokańsku. Ale czy aby na pewno tak to tradycyjnie wyglądało ?

Dziewczyna nazywa się Saida. Niestety wkradło się małe nieporozumienie i dziewczyna nie miała przygotowanej wcześniej henny, a ja nie dałam sobie wcisnąć kitu, że wymieszana na świeżo henna zabarwi mi skórę. I tu od razu wkradł się mały niesmak. Turystka która nie znałaby się na hennie zostałaby pomalowana henną, która prawie nie zabarwiłaby jej skóry. Do malowania więc nie doszło. Z pomocą tłumacza porozmawialiśmy jednak z Saidą na temat henny.

marokański zestaw do mieszania pasty z henny

Pokazała nam jak miesza pastę. Do hennowego proszku dodaje sok wyciśnięty z jednej cytryny, ciepłą wodę z cukrem i niestety dla wzmocnienia koloru czegoś w stylu … uwaga uwaga, rozpuszczalnika. Ja za rozpuszczalnik grzecznie podziękowałam i Saida wymieszała henną bez dodatku tego specyfiku.

Tradycyjnie w Maroku jako aplikatora używa się plastikowej strzykawki z metalową końcówką. Tak też maluje Saida. W ramach wymiany międzykulturowej ja pokazałam jej , że maluję za pomocą foliowego rożka. Zwinęłam taki rożek dla niej, wypełniłam go pastą z henny i pokazałam jej moją technikę. Saida wydała się zaciekawiona. Mnie wydaje się, że rożkiem maluje się wygodniej niż strzykawką. Ale pewnie przy odrobinie wprawy to lokalne narzędzie też jest ok. Przedtem używano po prostu patyczka albo palca. Dla uzyskania wzorów bardziej szczegółowych zaczęto używać właśnie strzykawki (marokański odpowiednich rożka używanego w Azji).

maluję syna saidy henną z rożką

Cóż mogę powiedzieć więcej na temat spotkania z lokalną hennistką. Wydaje się, że Saida nie maluje tradycyjnych marokańskich motywów. Raczej popularne są indyjskie zawijasy, proste kwiatki, uproszczone pejsleje. Troszkę byłam niepocieszona ale szczerze mówiąc, tego się spodziewałam. Saida pokazała mi jednak na zdjęciu w telefonie hennę ślubną wykonaną na dłoniach i rękach jej siostry. Nazwała to „Sahara design”. I musze przyznać, że mnie zaskoczyła. Styl dla mnie nowy i bardzo ciekawy. Zobaczcie.

henna sahara design

henna sahara design style

Wypełniłam dla siebie jeden rożek pastą z henny wymieszaną przez Saidę. Spotkanie było bardzo miłe i serdeczne. W sklepie męża Saidy kupiłam paczuszkę henny oraz dwa takie aplikatory (plastikowe strzykawki z końcówką). Pożegnaliśmy się z naszą berberską rodzinką i ruszyliśmy w dalszą drogę. Do Marakeszu.

zakup henny w maroko

Udostępnij post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.